Dom świętego Franciszka

Odwiedzin
Dodano: 8 marca, 2021
Autor: Jacek Barszcz

Chojnicka 71

Dom stojący tuż przy cmentarzu zbudowano dla III Zakonu świętego Franciszka. Ukończono go na przełomie XIX i XX wieku. Ma dość bogato zdobioną elewację. Nad głównym wejściem umocowano figurkę świętego Franciszka oraz symbole pracy – młot i kielnię. Franciszek gdzieś sobie poszedł, pozostały narzędzia i podejrzenia, że to symbole wolnomularskie. Jak na swoje czasy był nowocześnie wyposażony. Prawie sto lat później mieszkaniec domu Maksymilian Maczkowski, krawiec od szesnastego roku życia, wskaże na sufit pokoju, w którym pracuje, na cienkie rurki, pozostałość po instalacji gazowego oświetlenia. Czy czasami nie ufundował go von Hertzberg z Nowej Wsi Rzecznej? W okresie międzywojennym dom i majątek chciał przejąć Kościół, ale księża przegrali proces. Po lewej stronie Franciszka stoi przylepiony numer 69, w okresie II RP dom Nagórskiego. Na południe i zachód od tych budynków rozciągały się ogrody i pola. Z drugiej strony ulicy zza wysokiego ogrodzenia dochodziły odgłosy ćwiczeń z terenu wojskowego z ujeżdżalnią koni. W okresie międzywojennym w domu Nagórskiego pan Olszewski prowadził piekarnię i sprzedawał pyszne szneki z glancem i krostami. Na ścianie tego budynku rzucał się w oczy kolorowy mural reklamowy – wielka koszula, proszek do prania i baterie firmy “Elba”. Nieco bliżej centrum miasta, w miejscu, gdzie w latach 90-tych znajdowała się baza transportowa PSS “Społem”, zabił się motocyklista, a paradnie wystrojone konie szwoleżerów narowiły się i zrzucały wojaków na bruk. Ziemia w tym miejscu silnie promieniowała.

Dom dla sierot

Dom III Zakonu Franciszkanów od początku swego istnienia przeznaczony był dla sierot, którymi miały się opiekować franciszkanki. I opiekowały się z wielką umiejętnością. Organizowały rozmaite wciągające zajęcia, przygotowujące do zawodu i samodzielnego życia. Wielkim szacunkiem cieszyła się krawcowa Bunikowska. Pracowała tu od początku. Sama przyprowadzała dzieci bez nazwiska włóczące się po miasteczku. Kiedy podrastały, przygotowywała je do krawiectwa. Sieroty pomagały też w gospodarstwie. Okoliczne pola i duży ogród dawały wiele płodów rolnych i owoców. Dzieci sprzedawały ich nadmiar w domku obok. Niezła szkoła życia. Przez dom przewinęło się wiele sierot. Dzięki pracy pani Bunikowskiej, a po niej pani Folkan, radziły sobie w życiu samodzielnie. A przecież w życiu o to właśnie chodzi. Tylko i aż o to. Czasami po latach ci już dawno dorośli wychowankowie powolutku i dyskretnie wchodzili przez wielkie wejście na podwórze, ze wzruszeniem patrzyli na prawie ten sam sielski obraz, który dzielnie opierał się upływowi czasu i zmianom. Patrzyli na tę samą chłodną studnię na środku, drewniane budy gospodarcze na zapleczu, krowę otoczoną przez dzieciaków. I po cichutku szli podziękować.Pani Bunikowska na starość przeniosła się do przytuliska ufundowanego przez Goldfarba przy Drodze Owidzkiej, a szefową została pani Folkan, która także na starość przeniosła się do przytuliska.Kiedy do miasteczka wkroczyli Niemcy, Polaków z domu niby wyrzucono. Nie jest to do końca prawdą. Polacy pozostali, ale dano im do zamieszkania piwnice, w których kilkanaście lat później zamieszkają Cyganie.

Wojna

Nie wiadomo, co się stało z sierotami “Franciszka” w 1939 roku. Podczas bombardowania w 1945 roku jedna bomba utrąciła prawy szczyt budynku, a druga z jakimś dziwnym poślizgiem wpadła od strony cmentarza do piwnicy. Kilka minut przed tym zdarzeniem pewna dziewczyna wyciągnęła za rękę swojego brata i namówiła innych do opuszczenia piwnicy. W momencie eksplozji piwnica była pusta. W 1945 rok przez pewien czas w budynku mieszkali Rosjanie, a potem wszystko próbowało wrócić do poprzedniego stanu. Domem administrowała pani Siegowa, która zdobyła fundusze na jego remont z magistratu. Powrót nie trwał zbyt długo. Maksymilian i Monika Maczkowscy pomimo podeszłego niewiele wiedzą o ludziach, którzy tu mieszkają obecnie, a co dopiero mówić o mieszkańcach z czasów międzywojennych.

Tekst i zdjęcia: Tadeusz Majewski

REKLAMA